Artystyczny nieład

Artystyczny nieład


Kiedy pokazałam mój pierwszy wpis do  

art journala

mojemu domowemu recenzentowi usłyszałam, że panuje w nim ... nieład. 
Nie ma w nim proporcji, harmonii i porządku. Że odzwierciedla on stan mojego umysłu :-)
I to akurat w tym przypadku, był komplement. Bo chyba w sztuce chodzi o ten indywidualny wyraz i  emocje przekazywane przez twórcę.
Użyłam tu porównania na wyrost, bo przecież artystką nie jestem, choć od dawna aspiruję w marzeniach do tego grona. 

W formie artjournalowej odnalazłam ujście, na razie dość ostrożne i jeszcze niewprawne, swoich myśli, marzeń i emocji. 
Tak bardzo spodobała mi się ta forma, że w krótkim czasie powstał kolejny wpis do art journala
  art journal, dziennik artystyczny, wpis do art jornala

Tym razem uwieczniłam w nim swoje małe osobiste święto, dzień imienin. Kolorystyka i motyw kwiatowy stanowiący tło są  symbolicznie związane z łacińską wersją mojego imienia.

 
Zasuszone kwiaty pochodzą z bukietu od najbliższych, a motyw kartek z książki wskazuje na moją pasję do czytania.


Tak w ogóle, to uważam, że ta forma jest idealna do założenia sobie zielnika. I na pewno jeszcze ten pomysł rozwinę.
Mój art journal zyskał również okładkę.



I nie brakuje na niej moich osobistych życiowych symboli.
Ciekawa jestem czy jesteście je w stanie odczytać.
Zapraszam do kreatywnej zabawy!
Art journal

Art journal


Chyba już przyzwyczaiłam Was do tego, że moje hobby ewoluuje w szaleńczym tempie :-) Ja to składam na karb mojego niespokojnego ducha i nieumiejętności skupiania uwagi przez dłuższy czas na jednym bodźcu.

Art journalingiem zainteresowałam się dość dawno, kiedy zaczęłam zagłębiać się w różne papierowe techniki. Obserwowałam piękne prace innych dziewczyn i planowałam, że kiedyś tego spróbuję. 
Myślę, że to naturalna konsekwencja tego, że prowadzę planer, kóry zamienia się naprzemiennie w zeszyt do 

handletteringu

bullet journal


Właściwie wszystko jest do siebie podobne i pokrewne. Bullet journaling i art journaling dzieli tak na prawdę cieńka granica, bo przecież prezentowałam Wam ostatnio mój 

artystyczny jesienny obrazek,

który został wykonany właśnie w bullet journalu, przeznaczonym przecież do planowania.


Czym zatem jest ów art journal? Tłumacząc dosłownie chodzi o dziennik artystyczny
Jest to rodzaj pamiętnika, w kórym wspomnienia utrwalamy za pomocą obrazu. Wykorzystując do tego większy zakres materiałów, niż ma to miejsce w bullet journalu. Tam z reguły wkorzystuje się kolorowe długopisy, mazaki, zakreślacze, czy też kredki, które ja użyłam w swoim.

Natomiast dziennik artystyczny przypomina obraz. Malujemy więc farbami, pastami strukturalnymi i dekoracyjnymi. Przyklejamy wstążki, koronki, cekiny, drobne elementy drewniane czy metalowe. Tak na prawdę wszystko, co da się ujarzmić w tej formie.
Oczywiście potrzebna jest do tego odpowedniej grubości baza papierowa, która to wszystko udżwignie. Ale widziałam takie obrazki stworzone również na bazie starej książki.




Moje powstały w specjalnie dedykowanym do tego celu małym albumie.



Co obrazuje mój wpis w art journalu?
Uwieczniłam na nim pewien urokliwy spacer w parku i zebrane tam liście. A jego zwieńczeniem była kolacja w nowo odkrytej sympatycznej restauracji.







Podoba się Wam taka forma dokumentowania wspomnień?
Jesienne dekoracje

Jesienne dekoracje


Ja jak zwykle w temacie dekoracji sezonowych pozostaję w tyle. Moją uwagę pochłania wiele spraw, w które się zaangażowałam i nie zawsze te krótkoterminowe potrzeby dekoratorskie mają u mnie pierwszeństwo.

I tak jest właśnie z dekoracjami jesiennymi. Na Waszych blogach pełno jest dyń, jesiennych stroików i barw. Celowo w tym roku zrezygnowałam z dekoracji mieszkania dyniami baby boo, czyli białymi małymi skarbami jesieni. Bo przekonałam się w ubiegłym roku, że białe to one są tylko chwilę po przyniesieniu do domu. W ciepłym mieszkaniu szybko stają się żółtawe i rdzawe. A tak w ogóle, w rzeczywistości białe to one są tylko na zdjęciach, bo w realu mają raczej kremowe ubarwienie.

Tak więc w tym roku jesienne dekorowanie mieszkania zostało przeze mnie zbojkotowane. Tym bardziej, że ostatni czas spędzałam na działeczce i tam mogłam podziwiać na bieżąco eksplozję jesiennych barw.
Jednakże zatęskniłam za moim papierowym hobby i zabawą w wycinanie i klejenie. A pod wpływem spaceru w jesiennym parku, postanowiłam zmalować sobie liście. Tak powstała moja wersja pastelowej jesieni.



Szablony liści znalazłam w sieci, wydrukowałam, pokolorowałam je ołówkowymi kredkami oraz metalicznymi flamastrami i zawiesiłam na gałązce wierzby mandżurskiej, którą często wykorzystuję do dekoracji.

 


Tak mi się spodobała ta dziecięca zabawa, że stworzyłam sobie coś na kształt wpisu w artystycznym żurnalu. Wykorzystałam do tego mój planer ,
który jest kompilacją wszelkich moich pomysłów na notes, pamiętnik czy zapiśnik.


 
Rozkładówka jest mieszanką różnych technik: rysunku, malowania farbami akwarelowymi, wyklejania
i hand letteringu


 
I co sądzicie o moich pseudoartystycznych poczynaniach? :-)


Ogrodowe inspiracje

Ogrodowe inspiracje


Ostatnio wolny czas spędzam na działce. Korzystam z suchych i w miarę ciepłych dni. I choć obiecałam sobie, że nie będę szarżowała, to tak mi się spodobała fizyczna praca, że wycinam, koszę, wyrzucam i sadzę bez opamiętania.


Do gruntu trafiło około 100 różnych cebulek kwiatowych. I modlę się, żeby nie zjadły mi ich nornice.
Wiosną będę się cieszyć mnogością gatunków i zapachów. 
I gdybym miała jeszcze odrobinę czasu, to pewnie posadziłabym ich więcej. 
Rozmnożyłam lilie, wsadziłam do gruntu przekwitłą lawendę z doniczek. Traktuję to jako doświadczenie młodej ogrodniczki, więc jeśli będą jakieś efekty, to ucieszę się podwójnie.

Wymyśliłam sobie, że obdrapaną, stara altankę przeznaczoną kiedyś do rozbiórki, obsadzę malwami i łubinem. Tak w ogóle to prawie wszystkie kwiaty nadają się do przesadzenia, bo rosną na prawdę w przypadkowych miejscach, posadzone np. na środku trawnika. Boje się tylko przesadzania róż, bo kiedyś na to się porwałam i piękna róża zmarniała. 

Generalnie na działeczce są kwiaty, które kocham i kojarzące mi się z tradycyjnym ogródkiem.
Poza wspomnianymi malwami i łubinem jest całe morze piwonii i hortensji, piękne róże, floksy i konwalie. Czyli te kwiatki, które wszystkie lubimy fotografować i oglądać na zdjęciach.



Zmorą za to są stare drzewa, które trzeba będzie bardzo mocno przyciąć, bo owoców z nich niewiele, a liści za to mnogo.
Cieszę się bardzo, że mam to miejsce, gdzie mogę sobie pogrzebać w ziemi. Nie mam zamiaru tam uprawiać warzyw, ale zostawiam truskawki, maliny i winogrona. 
Na pewno w cieplejsze dni, to miejsce będzie konkurowało z moim zamiłowaniem do podróży małych i dużych, dlatego nie chcę uprawiać tam nic absorbującego. 


I już wyobrażam sobie jak będzie wyglądało to miejsce, kiedy spadnie śnieg i zamieni ponad metrowe bukszpany w choinki :-)

Życzę Wam przyjemnej reszty jesieni i zapraszam na wspólne 



Od listopada ostro ruszamy z tworzeniem.
 
Jesienne przetwory

Jesienne przetwory

  
W temacie przetworów, to ja staję się coraz lepsza. i choć nie mam raczej z góry ustalonej sezonowej strategii, to udaje mi się ostatnio co nieco zawekować. Dzieje się to z reguły za sprawą przypadku.
Koleżanka podaruje mi szczaw czy rabarbar, to pakuję je do słoików. Trafię z polecenia na dobre ogórki, to kiszę bez opamiętania.
Kiedyś dostawałam takie przetwory z domu rodzinnego, teraz ja sama zaczęłam nimi obdarowywać najbliższych.
I pewnie z czasem będzie ego więcej, bo jak już Wam pisałam


zaczęłam uprawiać działkę.


Dwa lata temu odkryłam z polecenia wspaniałe miejsce, gdzie rosły prawdziwki. I odwiedzam je od tamtego czasu. Niestety, po tegorocznych nawałnicach, ten mały lasek praktycznie zniknął z powierzchni ziemi. Pozostały po nim połamane gałęzie i zdeptana przez leśników grzybnia.
Na szczęście pozostał obok młody las i zupełnie świeże nasadzenia, choć bez prawdziwków. Za to z całą masą kurek i przyzwoitą ilością grzybów innych gatunków.
W związku z tym prawie ponad stukilometrowa wyprawa jednak się opłaciła.
Kurki trafiły do mrożenia, a podgrzybki do zalewy.





Za sprawą sklepu z produktami regionalnymi w moim mieście, trafiłam na ciekawy produkt. Lubię wszelakiego rodzaju pikle, więc cukinia w słodko-kwaśnej zalewie z dodatkiem papryki i przyprawy curry, bardzo mi zasmakowała.
Sezon na cukinię trwa, więc polecam smakoszom do spróbowania. W sklepie widziałam nawet żółtą odmianę.







Dla chętnych podaję przepis na sprawdzoną zalewę do grzybów, którą stosuję również do innych przetworów:
Składniki:
- 3,5 szklanki wody,
- łyżka cukru,
- łyżka octu,
- 1 łyżeczka soli,
- 1 duży liść laurowy
- 3 ziarenka ziela angielskiego,
- 1 cebula,
- kilka ziaren pieprzu.
Wszystko wymieszać i zagotować. Gorąco zalewą wypełnić słoiki.



Do cukinii lekko ją zmodyfikowałam, dodałam:
- jedną łyżkę cukru więcej,
- 1 łyżkę przyprawy curry
- a do każdego słoika dodatkowo po dwa ząbki czosnku.







Lubicie przetwory w zalewie octowej?
Ja bardzo. Kiedy to piszę, ślina sama mi cieknie :-)

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger