Zielarka testuje - kosmetyki naturalne

Zielarka testuje - kosmetyki naturalne


Jakiś czas temu chwaliłam się Wam, że 


Miałam dość poważne plany w tym temacie, mianowicie zbieranie, suszenie, przetwarzanie kwiatów i ziół. Niesprzyjające warunki pogodowe spowodowały, że idzie mi z tym opornie. 
Zbiory powinno się przeprowadzać w odpowiedniej fazie kwitnienia, przy słonecznej i suchej pogodzie, a do tego w czystym miejscu. Naprzemienne opady deszczu pozbawiły mnie już możliwości zebrania pewnych roślin. A i znalezienie czystych miejsc mieszkając w mieście, też do łatwych nie należy.
 


Zainteresowania zielarstwem jednak nie straciłam. Niesprzyjające warunki nie przeszkadzają mi w mojej fascynacji i poszukiwaniu kosmetyków z naturalnym składem roślinnym



A że bardzo polubiłam ostatnio serię kosmetyków na bazie melisy, na pewno spróbuję wykonać coś z jej wykorzystaniem. 
Może Wy podpowiecie mi jakiś pomysł? 
Póki co zaczęłam dodawać jej listki do wody mineralnej i smakuje mi to zdecydowanie bardziej niż z miętą.


Nadeszła pora na zbiory skrzypu polnego. Od wieków znany jest jego dobroczynny wpływ na skórę, paznokcie i włosy. Na razie testuję szampon, wkrótce będę miała płukankę z własnego suszu.

Suszę też kwiaty, które chcę wykorzystać do kosmetyków wykonanych własnoręcznie.




O postępach będę donosić, 
a Was proszę o jakieś receptury na wykorzystanie roślin w kuchni, kosmetykach lub w domu.
To nie był post sponsorowany :-)







Zapraszam Was na mój nowy profil na Instagramie w klimacie i kolorze minty.

madam_minty




Miłego zielnego świętowania :-)
The Tall Ships Races 2017

The Tall Ships Races 2017


Wspaniała przygoda pod żaglami jest już tylko wspomnieniem. 
   
Pozostało mnóstwo wrażeń, kilka pamiątek i ogromna ilość zdjęć.
 


Atmosfera  tej imprezy była taka, że nie sposób jej opisać. W jednym miejscu nagromadzono tyle atrakcji, że kręciło się w głowie. Wyobraźcie sobie ogromną plażę, morską bryzę, wielkie żagle, wesołe miasteczko, różnorodną muzykę, mnóstwo jedzenia, białe namioty z rozrywką... 



Czy to wszystko można ogarnąć wzrokiem? Opisać? Nie, to trzeba przeżyć. Dlatego wszyscy z tej imprezy wychodzą zachwyceni, a czekają na nią z utęsknieniem.



Finał regat trwał od piątku, kiedy to zacumowały pierwsze żaglowce, stanęło wesołe miasteczko, aż do ostatniego pożegnania we wtorek. Turystów było podobno około miliona, więc możecie sobie wyobrazić te tłumy.
Dlatego ja atrakcje sobie dozowałam

i dzielę się w tej części z Wami zdjęciami, które zrobiłam w piątek, kiedy jeszcze można było cokolwiek uchwycić w kadrze, bez wycinania ogromu tłumu.

 
Bez wątpienia największą tegoroczną atrakcją był żaglowiec z dalekiego Omanu.
 

Została nawet przyznana specjalna Nagroda Przyjaźni dla załogi Shabab Oman II. To wspaniały przykład na to, że należy pokonywać lęki i  coś może połączyć ludzi o odmiennej kulturze.

 


To jeszcze nie koniec moich relacji. Muszę tylko ogarnąć się z ilością zdjęć jakie zgromadziłam.


A już w najbliższy piątek czekają mnie nowe atrakcje - Międzynarodowy Festiwal Sztucznych Ogni Piromagic i wodne atrakcje Watershow.
Ten miesiąc jest niesamowity! 
Demakijaż, czyli jak wyjść poza schemat

Demakijaż, czyli jak wyjść poza schemat



Kosmetyków to ja używam dość sporo. 

Produktom do pielęgnacji nie mogę się oprzeć głównie z powodu ładnych opakowań, czy zapachów. Wiem, grzeszę jak nie wiem co:-)
Koszyk w łazience, drugi w sypialni, oba nie domykają się od nadmiaru zapasów. Walczę z tym od pewnego czasu, ale na skutek nabawienia się jakiejś alergii niewiadomego pochodzenia, przeszłam na kosmetyki dla wrażliwców, co spowodowało odnowienie zapasów.
Niekończąca się opowieść. 
 


Kosmetyki do makijażu to z kolei moja druga słabość. Lubię się malować, interesuję się nowościami. Śledzę trendy, więc aktualnie strobing, czy conturing, nie stanowią dla mnie tajemnicy. A do tego trzeba co najmniej kilka zakupów poczynić.
I kiedy już się tak upaćkam i umażę tymi kosmetykami, przychodzi konieczność ich zmycia. Machina potrzeb nakręca się sama:-)

Ale nie o moich słabościach miał być ten post.
Ale o pewnym przypadku, który pozwolił mi wyjść poza pielęgnacyjny schemat.

 


Przy okazji jakichś ostatnich zakupów sięgnęłam po emulsję micelarną Farmony i żel-peeling tej samej marki. Jednak dopiero w domu zorientowałam się, że jest to produkt dla cery mieszanej, tłustej i trądzikowej, czyli kompletnie nie dla mnie.
 


Skuszona kolorem i konsystencją żelu postanowiłam go jednak wypróbować. I wiecie co?  To była jedna z nielicznych fajnych pomyłek w moim życiu.
Żel okazał się znakomity. Doskonale oczyszcza skórę, odblokowuje pory, do tego stopnia, że zniknęła mi z twarzy pewna podskórna niedoskonałość, którą usuwała do tej pory tylko kosmetyczka ( zawiera ekstrakt z wierzby, biosiarkę i cynk oraz drobinki bambusa).
Ma świetną konsystencję, przyjemny zapach i jest bardzo wydajny, a kosztuje ok. 7 złotych. W te ostatnie gorące dni, daje uczucie świeżości i chłodzenia. 
Moja ślepota i wieczny pośpiech, sprawiły że odkryłam przypadkiem fajny produkt. 

I naszła mnie refleksja, że często podążamy utartymi drogami i sugerujemy się czyimiś opiniami, a eksperymentu się boimy.
Dlatego, ja wyszłam poza schemat i do mojej okrągłej buzi sprawiłam sobie upragnioną grzywkę :-) 


Ciekawa jestem, czy Wam przydarzyła się jakaś wpadka, która w rezultacie okazała się pozytywna.




Ahoj Szczecin

Ahoj Szczecin


Podobno gdzieś w głębi naszego kraju krąży taka teoria, że Szczecin leży nad morzem. 
Wynika to zapewne z drukowania map w nieodpowiedniej skali :-) 

Nie mieszkam zatem nad morzem, bo do najbliższej plaży mam dystans ok. 100 km. Nie zmienia to faktu, że i tak mam blisko. A klimat nadmorski daje się w moim mieście wyczuć, choćby po obecności mew.

Szczecin to miasto portowe, ma piękne bulwary, zawsze stoi tu jakiś statek i widać portowe dźwigi. Mamy nawet swojego miejscowego pirata:-)
   



Odbywa się tu dużo imprez o morskim charakterze. Mamy swoje Dni Morza, Dni Odry. A ostatnio gościliśmy okręty wojenne.



Ale już niedługo czeka nas niesamowite przeżycie - Tall Ships Races 2017.
Do Szczecina zawitają wielkie żaglowce z różnych stron świata.  Taka impreza odbywa się co cztery lata i szczęśliwie tegoroczna edycja jest drugą z kolei, która odbędzie się w Szczecinie.
A pomiędzy tymi imprezami, w 2015 roku odbyła się relacjonowana przeze mnie na blogu

Cieszę się jak dziecko, bo to wspaniała, efektowna  impreza z mnóstwem wrażeń, m.inn. występem Andrei Bocceliego i egzotycznymi marynarzami.
Podczas poprzedniej edycji Szczecin odwiedził żaglowiec z Omanu i Meksyku. I to ci marynarze wzbudzali najwięcej emocji. Legenda miejscowa głosi, że po ich wizycie, w Szczecinie przyszło na świat kilkoro dzieci o ezgotycznej urodzie :-)


Na marynarzy czekają już zatem lokalne syreny

i odrestaurowane szczecińskie "dźwigozaury".





Bardzo jestem ciekawa, 
czy ktoś z Was wybiera się na tę imprezę ? 

Dieta cud

Dieta cud


W życiu prawie każdej kobiety przychodzi taki czas, że pora na dietę. A u niektórych, to nawet więcej niż raz podczas jej żywota :-)

I zwykle dzieje się to wskutek dziwnego  odczucia, że garderoba jakby się skurczyła, a podbródek zaczął pączkować :-)
Jeśli jednak dołączy do tego jakaś fizyczna dysfunkcja, to sprawa zaczyna robić się poważna.  

Tegoroczny urlop miałam spędzić biegając po plaży i jeżdżąc na rowerze. Niestety okazało się, że nadwyrężyłam sobie łękotkę w kolanie.
Ale uwaga, nie podczas jakiegoś maratonu, czy hardcorowego uprawiania sportu. Winowajcą jest siedzący tryb życia, ciągły ucisk i chodzenie na wysokich obcasach. 
Do tego dokłada się obciążenie stawu wagą ciała i witaj drewniana lasko, albo kosturku.

Mój zamiar zrzucenia kilku kilogramów ze względów estetycznych zamienił się w konieczność. I na pewno nie będzie to prosty i szybki proces, bo sportów mi uprawiać nie wolno.
Zatem pozostaje tylko i wyłącznie dieta. I tu przechodzimy do meritum. Nie dla mnie popularna ostatnio głodówka warzywno-owocowa, bo bez kawy i białka, to ja mam zawroty głowy.
Podstawą mojej diety ułożonej przez dietetyczkę są regularne, zbilansowane posiłki, czyli jedzenie pięciu posiłków dziennie w odstępie 3-4 godzin.

Śniadania to przede wszystkim owsianka lub kasza jaglana z różnymi dodatkami owoców i orzechów, czasem kanapki z drobiową wędliną i ogromną ilością warzyw. 

Drugie śniadanie to głównie koktajle owocowo-warzywne.
Jak ten: szpinak, kiwi, banan i kilka kropli soku z cytryny, plus oczywiście woda.


Albo: pomarańcza, liście pietruszki i banan. 
 

Komponowanie takich koktajli jest w zasadzie proste. Zawsze jakiś dodatek warzywny: seler naciowy, nać pietruszki, szpinak, zielony ogórek do tego dla smaku owoc: truskawka, pomarańcza, grejpfrut, brzoskwinia oraz banan dla naturalnego cukru. 

Obiad to zwykle mieszanka warzywna z dodatkiem brązowego ryżu, czy razowego makaronu, czasem trochę indyka lub kurczaka.

Co do makaronu. Co do ryżu. Co na obiad. co jesć na diecie.
Filet z kurczaka, brokuła, kalafior i odrobina sosu sojowego

Często jest to też leczo: cebulka, cukinia, papryka, uduszone w krojonych pomidorach z puszki.
Łatwo taki obiad zabrać do pracy.



Podwieczorek zaś to owoc lub garść orzechów albo jogurt.

Kolacja to zwykle sałatka warzywna albo kanapki z chlebem razowym.



Wiecie co jest fajnego w tej diecie?
Że mnie wcale nie męczy. Najadam się, jem zdrowo i z głowy mam myślenie, co na obiad.
Jedynie trochę pracochłonne jest przygotowywanie posiłków i modyfikowanie ich pod względem kaloryczności dla rodziny. 

Kto przechodzi na dietę razem ze mną ?


Jarmark Jakubowy

Jarmark Jakubowy


Co roku odbywa się w moim mieście i  prawie pod moim domem Jarmark Jakubowy
O kolorowych jarmarkach pisałam więcej w relacji z 2015 roku.

Nazwa pochodzi od patrona mojej katedry, w której sąsiedztwie mieszkam. 
Na to wydarzenie wyczekuję niecierpliwie, bo to wspaniała uczta dla oczu i ducha. Lodówka zapełnia się wtedy wędlinami z Podlasia, smakowitym chlebem na zakwasie, pysznymi miodami i innymi smakołykami.  Na jarmarku kupuję produkty, których nie jadam na co dzień i unikalne przedmioty, najczęściej rękodzieło które bardzo doceniam. I tak było właśnie w tym roku.


I. Rękodzieło

W swoich zasobach mam trochę biżuterii, ale ostatnio noszę tylko bransoletki i jeden pierścionek. Dlatego powiększyłam swoją kolekcję o nowe okazy w ulubionych kolorach.




II. Kosmetyki i przetwory 

Uwielbiam zapach różany dlatego nie odmawiam sobie drobnych przyjemności o tym aromacie.


A olej marchewkowy to moje ostatnie odkrycie. Jest to znakomity, naturalny samoopalacz.


Ręcznie robione mydełka z dodatkiem lawendy, nagietka i kawy.


 

III. Tureckie smakołyki

Baklavę jadłam pierwszy raz w życiu będąc na Bałkanach. To cieniutkie warstwy ciasta jakby francuskiego, przełożone warstwami orzechów z miodem.



Generalnie wszystkie te egzotyczne smakołyki są bardzo słodkie i odmienne od tego co my jadamy na deser. Ale warto spróbować.
To samo dotyczy lokum. To z kolei są jakby galaretki, tyle że wyrabiane z prawdziwych soków owocowych, z różnymi dodatkami i najczęściej posypywane cukrem pudrem. Moim faworytem była ta z płatkami róży i żółta o smaku mango.

Turecke galaretki.

I oczywiście chałwa - klasyk tureckich wyrobów. 



IV. Zielona herbata

To dla mnie szczególny produkt, ponieważ jeszcze do niedawna nie lubiłam zielonej herbaty. Na nic zdały się wywody na temat jej szczególnych walorów. Nie odpowiadał mi jej smak i już.
Do czasu, kiedy właśnie rok temu, pod wpływem bardzo przekonującego sprzedawcy, postanowiłam ją kupić. Od tamtej pory parzenie zielonej herbaty to dla mnie wyjątkowy rytuał. 
W tym roku uzupełniłam swoje zapasy o nowe smaki. 


A co Wy kupujecie na okazjonalnych jarmarkach?
Sezon ogórkowy

Sezon ogórkowy


Czy pichcenie i przygotowywanie weków to oznaka starości ?  

Pierwszy krok poczyniony, bo zostałam już wcześniej zielarką:-)
 
Może i nie, ale na pewno dojrzałości życiowej tak. Jeszcze jakieś pięć lat temu zarzekałam się, że weków na zimę to ja na pewno robić nie będę, a gotować to zdecydowanie nie lubię.
Ale wtedy żyła jeszcze moja mama.
Dzisiaj, choć nie mam dostępu do warzyw i owoców ogrodowych, bo tylko z takich przetwarzanie ma sens, coś tam jednak wekuję.

Jestem ogromną miłośniczką zup, tych kwaśnych w szczególności. Dlatego szczaw na zimę w słoikach musi być przygotowany, bo tego ze sklepu wprost nie cierpię.



I ogórki. Kiszone ogórasy to dla mnie podstawa zimowej diety :-) Zupa, sałatka jarzynowa, czy niedzielny obiad, nie obędą się bez własnoręcznie ukiszonych ogórków.
A kiedy tylko pojawiają się pierwsze gruntowe zbiory, małosolne to absolutny must have.




W ubiegłym roku za radą koleżanki poczyniłam postęp w kiszeniu ogórków. Po roku od zawekowania ogórki osiągają bowiem taką kwasowatość, która mi nie do końca już pasuje. Okazuje się, że jest na to rada. Można przygotować sobie na zimę ogórek małosolny, w takim stopniu ukwaszenia jak nam pasuje. 
Wystarczy przerwać wekom proces kiszenia. Dzieje się to poprzez pasteryzację. Ja zagotowuję słoiki po 4 dniach od ich zamknięcia.
Dla mnie to odkrycie. W pełni super gospodynią zostanę pewnie na starość :-) 

Tymczasem korzystam w pełni z sezonowych skarbów natury. Botwinka to moja zupa nr jeden w sezonie letnim. Odszukałam nawet w sieci sposób na jej przechowanie w słoikach i na pewno zaraz z niego skorzystam, choć mam świadomość, że na pewno ciężko będzie uzyskać jej letni smak.




Do tego koniecznie pieczone, młode ziemniaczki i tani, smaczny obiad gotowy.


 A jakie są ulubione Wasze letnie specjały?
Pompony z bibuły

Pompony z bibuły


Wróciłam już z urlopowych wojaży, ale wciąż jestem w lekkim, letnim nastroju (choć z przeciążonym, bolącym kolanem).
Pozostając więc nadal z wiatrem we włosach, postanowiłam przygotować coś lekkiego i na szybko z bibuły, której resztki pozostały mi z jakiegoś innej robótki.
 

Mam małą gałąź wierzby mandżurskiej, która służy mi do okolicznościowego dekorowania. Na Boże Narodzenie wiszą na niej bombki, wiosną wielkanocne jajeczka. A że od dawna jej gałązki pozostawały puste, aż prosiła się o przybranie.

Pompony z bibuły. Kwiat z bibuły. rozetka papierowa.

Bibuła pozostała mi w szczątkowych ilościach, dlatego pomponiki czy też bardziej rozetki, które z niej wyszły, są różnej wielkości i objętości.
Im więcej warstw bibuły złożymy, tym bardziej pełny pomponik nam wyjdzie.
Bibułkę należy poukładać na sobie warstwami, u mnie od 4 do 8, mniej więcej w kształt kwadratu, a potem taki plik pozaginać w harmonijkę.



Na środku przewiązujemy sznureczkiem. Można zaokrąglić boki nożyczkami.



Teraz pozostaje tylko jej delikatne rozłożenie i wymodelowanie palcami. Pomponik a może rozetka z bibuły gotowe :-)


Dekoracja z bibuły.


Kiedy zaczęłam rozkładać z jednej strony ten pokazowy turkusowy pompon, przybrał on samoistnie kształt kwiatu. Postanowiłam więc go tak zostawić.




I tak powstała nieoczekiwanie dodatkowa fajna dekoracja. Przyozdobiłam ją w środku ponacinanym drobno paskiem w kontrastowym kolorze i papierowy kwiat w wazonie gotowy.


Dekoracja z bibuły. Kwiat z papieru. Papierowa dekoracja.


Zachęcam Was do zabawy z bibułą. Wystarczą przedszkolne umiejętności, a ile frajdy przy tym :-)

Lady Vintage

Lady Vintage

Moje relacje z ludźmi, nie są czymś łatwym. Jako rasowy introwertyk raczej trudno nawiązuję bliskie kontakty z ludźmi. Jestem ostrożna i wymagająca. Jeśli się z kimś zaprzyjaźniam, to po przysłowiowy "grób".
I bardzo emocjonalnie podchodzę do wszystkich zmian w moim życiu. A tych mi nie brakuje. Bezustannie coś się dzieje.
I ktoś powie, że tak wygląda normalne życie.
Zapewne. Tyle, że każdy reaguje na nie inaczej.


W związku z tym, że przyjaźń czy bliskie koleżeństwo jest dla mnie czymś wyjątkowym, ze względu na trudność w nawiązywaniu takich relacji, ich utratę odczuwam bardzo boleśnie. Kiedy przyzwyczaję się do kogoś i polubię, zwykle los prędzej czy później, pokieruję tę osobę daleko ode mnie.
W ostatnim czasie złożyło się tak, że bardzo dużo zmian zaszło w moim środowisku zawodowym. 
Reorganizacja, odejścia do innych firm, pozbawiły mnie przyjemności obcowania z kilkoma lubianymi osobami.


Ostatnią z takich osób była koleżanka wyróżniająca się ponadprzeciętną inteligencją, bystrością i oryginalnością. Dla mnie niedościgniony wzór stylu vintage. Pasjonatka pięknych sukienek, rozkloszowanych spódnic, koronek i pięknych warkoczy, a do tego miłośniczka tanga. Oryginalność sama w sobie :-) 


Obcowanie z taką osobą, to porcja pozytywnych wrażeń na, często stresujący dzień pracy.
Ale nasze zawodowe drogi się rozeszły. Koleżanka dokonała pozytywnej zmiany na lepsze i realizuje swoje zawodowe ambicje w innym miejscu.
 

Jako prezent pożegnalny wykonałam notes, pamiętnik, kreatywny zeszyt, planer w stylu vintage na bazie szkicownika. Elementy zdobiące narzuciły się same. Styl vintage, ulubione lata 50-te i 60-te obdarowanej, znalazły swoje odbicie w sprezentowanym kompleciku.
 

 


Mam nadzieję, że spoglądając na moją pracę, będzie miło wspominała koleżankę w kolorze mint:-)


 

Mój Instagram

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Copyright © 2014 world by Holly , Blogger